mdyszlewski.pl

DYSZLEWSKI FOTOGRAF ŚLUBNY OCZAMI PARY MŁODEJ

Historia opowiedziana z naszej perspektywy

Tym razem chcemy opowiedzieć naszą historię inaczej niż zwykle. Nie z perspektywy fotografa, lecz z naszej jako pary, która przeżywała te chwile razem z aparatem Mariusza Dyszlewskiego. Chcemy pokazać, jak wygląda współpraca z kimś, kto nie tylko dokumentuje wydarzenia, ale towarzyszy, obserwuje i opowiada emocje, stając się integralną częścią całej historii.

Bo tu nigdy nie chodziło wyłącznie o zdjęcia. Chodziło o pamięć, o momenty zatrzymane w czasie, do których chce się wracać latami. Każdy gest, spojrzenie i uśmiech miały zostać uchwycone tak, aby z biegiem czasu nadal były żywe, prawdziwe i poruszające. Dzięki temu mogliśmy być sobą – swobodni, nieskrępowani, całkowicie obecni w chwili.

Dlaczego wybór fotografa ŚLUBNEGO to jedna z najważniejszych decyzji przy planowaniu ślubu

Są decyzje, które zapadają szybciej niż wybór daty czy miejsca. Dla nas wybór fotografa był jedną z tych fundamentalnych. Jeszcze zanim ustaliliśmy szczegóły, wiedzieliśmy, że opowieść o naszym uczuciu musi trafić w odpowiednie ręce.

Styl Mariusza, który znaliśmy od dawna, wyróżnia się naturalnością i emocjami. Zdjęcia nie były pozowane ani przerysowane – były szczere, pełne detalu i czułości. Już wtedy czuliśmy, że to nie jest zwykła fotografia ślubna, lecz forma opowiadania historii. Fotografie nie były jedynie obrazami, były opowieściami, które ożywają przy każdym spojrzeniu, pełnymi emocji i drobnych detali, do których chce się wracać.

Pierwsza rozmowa tylko to potwierdziła. Bez zbędnych deklaracji, bez patosu, po prostu rozmowa, po której wiedzieliśmy jedno: to nasz człowiek. Ktoś, kto rozumie, że ślub to nie spektakl dla innych, ale intymna historia dwojga ludzi. I tylko takie osoby chcieliśmy mieć obok siebie w tym dniu. Dostaliśmy od niego mnóstwo praktycznych wskazówek, takich o których nie przeczytasz w poradnikach. Podpowiedział nam, jak zwolnić tempo w dniu ślubu, jak stworzyć przestrzeń tylko dla siebie, choćby na kilka minut. Jak nie zatracić się w harmonogramie, ale naprawdę przeżyć tę ceremonię. Dzięki tym radom byliśmy w 100% obecni, trzymając się za ręce, łapiąc spojrzenia, pozwalając sobie na wzruszenia. Krótko mówiąc: przeżywając nasz dzień, a nie „odgrywając go”.

I właśnie dlatego wybór fotografa to jedna z najważniejszych decyzji. Bo dobry fotograf nie tylko robi zdjęcia. On tworzy atmosferę. Wspiera, uspokaja, prowadzi wtedy, kiedy trzeba i znika w tle, gdy dzieją się najważniejsze emocje. A potem oddaje Wam historię, którą będziecie mogli przeżyć jeszcze wiele razy.

Ślub pisany po swojemu

Kiedy bierze się ślub, mając już za sobą kawałek wspólnej historii, dwójkę dzieci i poczucie, że życie jest pełne i dobre, cała perspektywa się zmienia. Nie organizuje się wydarzenia dla innych. Nie próbuje spełniać cudzych oczekiwań ani tworzyć obrazka „idealnego dnia”.

Ślub staje się wspomnieniem, które chce się zapamiętać dokładnie tak, jak jest – pełnym emocji, czułości, śmiechu i drobnych chwil, które nie pojawiają się w planach. Chcieliśmy, żeby ktoś opowiedział tę historię, nie tylko ją sfotografował. I Mariusz był jedynym człowiekiem, który mógł to zrobić tak, aby zdjęcia były prawdziwe i pełne życia.

Obecność aparatu była niemal niewyczuwalna, a jednocześnie każda emocja została uchwycona z niezwykłym wyczuciem. Zdjęcia nie dokumentowały wydarzeń – one opowiadały relacje między ludźmi tego dnia. 

Od pomysłu do realizacji

Podczas naszego pierwszego spotkania, zupełnie przypadkiem, rzuciliśmy, że marzy nam się zagraniczna sesja ślubna. Bez mapy, bez planu, bez większych wyobrażeń. Była tylko myśl, marzenie, które zaczęło kiełkować w naszych sercach.

Mariusz złapał tę myśl natychmiast. Nie potrzebował długich rozmów ani szczegółowych planów. Ta idea zaczęła żyć własnym życiem,  najpierw w reportażu ślubnym, potem poprowadziła nas do miejsc, które miały wyjątkowe znaczenie w naszej historii. Do Włoch, gdzie chcieliśmy wrócić, by symbolicznie domknąć pewien rozdział.

Dzięki temu, pozytywnemu nastawieniu Mariusza, nastąpiła ogromna mobilizacja w Nas, że musimy to zrobić, spełnić marzenie i stworzyć kolejną pamiątkę do naszego życiowego albumu.

Podróż, która zbudowała relację

Przed wyjazdem mieliśmy drobne obawy. Kilka dni w trasie, niemal bez przerwy, z osobą, której nie znaliśmy bardzo dobrze, to mogło być wyzwanie. Tworzyły się pytania w głowie.

Szybko okazało się jednak, że była to podróż jak z dobry znajomym, którego znaliśmy od lat. Długie godziny w drodze wypełniały rozmowy, śmiech i dobra energia. Każda godzina zbliżała Nas do siebie i powodowała, że sesja zdjęciowa stała się planem na wspaniałą przygodę, którą będziemy wspominać z uśmiechem na zawsze. To pokazało jak niezwykły dar ma Mariusz zjednywania sobie ludzi i burzeni wszelkich barier, które często sami budujemy w naszej wyobraźni.

Seceda i Dolomity

Pierwszym przystankiem były Dolomity i legendarna Seceda. Po trzynastu godzinach podróży i zaledwie czterech godzinach snu, dzień rozpoczął się wcześnie – bez słowa o zmęczeniu a a z pełną gotowością aby wykreować coś niepowtarzalnego. Już podczas śniadania w hotelu, z bajecznym widokiem na góry, zaczęła się lekka, niezobowiązująca „rozgrzewka”, która pozwoliła nam się wyluzować, zanim dotarliśmy w docelowe miejsce. Mariusz po prostu chwycił za aparat i zrobił ujęcia tworząc już historię.

Dotarliśmy na miejsce, szybkie przebieranie w suknie i garnitur. Mariusz zawsze obok, zawsze z pomocną dłonią aby nikt się nie stresował. Potrafił wyczuć kiedy należy wkroczyć aby punkt programu został wykonany z największą dokładnością.

Seceda zachwyca surowym, monumentalnym pięknem. Jej grzbiety wyrastają ku niebu niczym rzeźby, a światło przesuwa się po nich jak pociągnięcia pędzla. To miejsce, do którego fotografowie z całego świata przyjeżdżają po jedno – po magię jaką stworzyła natura. My doświadczyliśmy jej w zupełnie innym wymiarze, na wielu różnych płaszczyznach.

Mariusz potrzebował dosłownie chwili i już miał pomysł na tą sesję. Z lekkością wytłumaczył co mamy robić i ujęcia pojawiały się jedno za drugim. Ciężko zliczyć ile razy przebiegliśmy się z góry i pod górę ale było warto. Widzów na zboczach mieliśmy sporo, jednak żadne z nas nie zwracało na to uwagi. W mojej majestatycznej czarnej sukni i w garniturze mojego męża rzeczywiście mogliśmy stanowić atrakcję – ale dzięki cennym wskazówkom Mariusza, by skupić się wyłącznie na sobie, świat wokół szybko przestał istnieć.

Bellagio i jezioro Como — powrót do początku

Nie bez powodu wybraliśmy jezioro Como. To właśnie tutaj odbyła się nasza pierwsza wspólna podróż. Podróże od samego początku były jednym z fundamentów budowania naszej relacji i przyszłości, uczyły nas uważności, bliskości i wspólnego odkrywania świata. Powrót nad Como był więc symbolicznym domknięciem pewnego etapu.

Bellagio to esencja włoskiego klimatu, kamieniczki wtulone w siebie, wąskie uliczki, zapach kawy i rytm życia, który każe zwolnić. Jednocześnie to miejsce tętniące życiem, pełne turystów, co sprawia, że fotografowanie tam wymaga ogromnych umiejętności i wyczucia chwili. Uchwycenie kadrów bez tłumu, bez przypadkowych postaci w tle, było prawdziwą sztuką.

Momentami czuliśmy się jak na planie sesji do najlepszych modowych magazynów. To nie była klasyczna sesja ślubna, to było artystyczne doświadczenie, w którym naturalność spotykała się z estetyką. My byliśmy bohaterami, a Bellagio stało się scenografią dla artystycznego doświadczenia „Pana z apartem”.

Każdy dzień kończył się poczuciem przeżycia przygody i lekką nutą adrenaliny. A późnymi wieczorami mogliśmy zobaczyć czym jest praca, która jest Twoją pasją. Gdy wszyscy byli już zmęczeni „ten jeden człowiek” siadał przed laptopem, zgrywał cały materiał i zasiadał do selekcjonowania, a rankiem na telefonie czekały już pierwsze obrobione kadry. To sprawiało, że każdy dzień zaczynaliśmy z uśmiechem i ekscytacją. Kto nie chciałby zaczynać poranków od mini niespodzianek, to pokazywało, że dla Mariusza liczy się coś więcej niż tylko zlecenie do wykonania, liczą się ludzie z którymi współpracuje.

Sesja ŚLUBNA na motorówce

Sesja na jeziorze Como była jednym z najbardziej wymagających, ale jednocześnie najbardziej spektakularnych momentów całej podróży. Praca w takim terenie to ogromne wyzwanie: mikroklimat jeziora, zmieniająca się pogoda i górskie warunki sprawiają, że każda decyzja musi być podejmowana na bieżąco. Przez cały dzień byliśmy w kontakcie z właścicielem motorówki, który monitorował dla nas pogodę i pomagał wybrać najlepszy moment na wypłynięcie.

Gdy okazało się, że konieczna jest zmiana godziny sesji, nie było najmniejszego problemu. Pomimo skróconego czasu na dojazd i przygotowanie, wszystko udało się perfekcyjnie zsynchronizować. Początek fotografowania był intensywny, próba zgrania ujęć z drona, zdjęć, naszej pracy przed obiektywem i komunikacji z fotografem, który na brzegu, niczym prawdziwy Włoch, głośno nawigował i koordynował każdy ruch pędzącej motorówki.

Drugi etap przeniósł się już na samą łódź i właśnie tam zaczęła się prawdziwa magia. Zapierające dech w piersiach widoki jeziora Como połączyły się z emocjami, które wracały do nas z naszej pierwszej wspólnej podróży sprzed lat. W pewnym momencie całkowicie zapomnieliśmy, że to sesja. Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy na beztroskiej przygodzie, pełnej śmiechu i radości.

A gdy byliśmy przekonani, że to już ostatnie ujęcie, wydarzyło się coś wyjątkowego. Siedząc na dziobie motorówki , popijając wino, wspominając dawne chwile i wpatrując się w krajobraz, który tak wiele dla nas znaczy, powstały kadry najbardziej intymne. To był moment, w którym byliśmy tylko dla siebie. Ten fragment znalazł się również na reelsie i do dziś jest jednym z naszych ulubionych, za każdym razem przywołuje te same, żywe emocje.

Flashbacki, które ożywiają wspomnienia

Jednym z najbardziej poruszających elementów całej tej historii okazały się krótkie filmiki, które powstały niejako obok fotografii. Nie były planowanym dodatkiem ani oczywistym elementem współpracy, tym większa była nasza radość i wzruszenie, gdy zobaczyliśmy je po raz pierwszy.

Te kilka, kilkanaście sekund obrazu działa jak prawdziwy flashback. Wystarczy jedno kliknięcie, aby wrócić dokładnie do tamtego momentu, do światła odbijającego się od tafli jeziora, do śmiechu na łódce, do ciszy w Dolomitach i emocji, które trudno ubrać w słowa. Filmiki nie tylko pokazują, jak wyglądały te chwile – one pozwalają je ponownie przeżyć.

Ich ogromną wartością jest autentyczność. Nie są reżyserowane ani przerysowane. To krótkie, niezwykle uważnie zmontowane obrazy, które zatrzymują ruch, gest, spojrzenie czy ulotny moment śmiechu. Dla nas stały się emocjonalnymi kapsułami czasu  wystarczy kilka sekund, by znów poczuć to samo uczucie.

Fotograf ŚLUBNY, który zamienia chwile w pamięć

Ta sesja nie była dodatkiem do ślubu. Była jego naturalnym przedłużeniem. Opowieścią, która toczyła się dalej  spokojnie, uważnie i z ogromną wrażliwością.

To nie jest zwykła fotografia. To sztuka zatrzymywania emocji i zamieniania ich w pamięć. Właśnie dlatego wiemy, że te obrazy  zarówno w formie zdjęć, jak i filmów  zostaną z nami na zawsze.

Współpraca oparta na zaufaniu, spokoju i pełnym zrozumieniu sprawiła, że mogliśmy być sobą od pierwszej do ostatniej chwili. Nie czuliśmy presji, skrępowania ani potrzeby udawania czegokolwiek. A to właśnie w takich warunkach powstają obrazy, które mają w sobie życie, emocje i autentyczność.

Dziś wiemy, że to była inwestycja w pamięć. W obrazy, które nie zestarzeją się wraz z trendami. W historię, która z każdym kolejnym obejrzeniem nabiera jeszcze większego znaczenia.

Jeśli więc ktoś zastanawia się, czy warto powierzyć opowieść o jednym z najważniejszych momentów swojego życia właśnie temu fotografowi, z naszej perspektywy odpowiedź jest tylko jedna. To wybór, który daje spokój, pewność i poczucie, że Wasza historia zostanie opowiedziana dokładnie tak, jak na to zasługuje.

Zapraszam do oglądnięcia reportażu z tego wyjątkowego dnia KLIK

Write a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pelicula

A modern theme for the film industry & video production
[instagram-feed feed=2]